To miał być nudny okres wakacji dla cateringu, ale….

Czerwiec nie zapowiadał, żeby te wakacje miał być inne niż do tej pory – czyli od lat prowadzenia cateringu Zakręcony wege obiad. 

W sumie, nawet myślałam, żeby zrobić sobie wolne – zająć się drugą pasją – robieniem zdjęć i wideo i to zrealizowałam. Myślałam jednak, że miesiące wakacyjne, będą czasem wytchnienia, mniejszej ilości zamówień, siedzenia z kawą w ogródku i może w końcu zajęciem się jego uprawą. 

Jeśli nie chcesz czytać posłuchaj mojego nagrania:

Tak się złożyło, że w czerwcu była u mnie sprawdzona ekipa budowlana i założyła ogromny okap – który 2 miesiące czekał na założenie – bo okazało się, że jest za duży i go w zadań sposób nie wstawimy do kuchni. A okap był potrzebny – bo czekałam na nowy piec konwekcyjno – parowy Unox. 

Akurat niedługo po tym, pod koniec czerwca odwiedziła mnie Inspekcja Sanitarno-Epidemiologiczna czyli tzw Sanepid – jak co jakiś czas. Akurat ta wizyta zbiegła się z badaniami wody, badaniami przechowalniczymi moich dań – które wyszły świetnie i potwierdziły z jaką starannością i w jak bardzo higieniczny sposób są przygotowywane. 

Na fanpagu (tym chwilowo zablokowanym) pokazywałam Wam wszystkie wyniki – nadal są tam dostępne. 

Tak naprawdę myślałam, że wakacje będą czasem testowania nowego pieca – który wprowadził catering na nowe wody i też wprowadził niezły chaos w kuchni i nowe podejście do przygotowania dań. Nagle okazało się, że wszystko trwa dłużej niż do tej pory – ale za to jest jeszcze smaczniejsze niż było 😀

I potrzebne są kolejne inwestycje – już nie takie duże jak piec i okap – wózek na różne blachy do piekarnika i dużaaaa ich ilość. Niestety one zajmowałyby dużo miejsca w poziomie, dlatego postawno iłam trzymać je w pionie – na wózku 🙂

W głowie układał mi się plan fajnego wakacyjnego testowania nowości w piecu. Aleee….

Przyszedł lipiec

Testowanie nowej wyciskarki od Huroma – jak każda wcześniejsza nie zawiodła mnie 🙂 a Wy macie na nią kod rabatowy.. vegantv10 na stronie hurom.pl

W nowym piecu przyszedł czas na zapiekankę pasterską której nie robiłam bardzo dawno i okazało się, że Wam jej bardzo brakowało. Papryki faszerowane..

Póżniej cannelloni – bardzo pracochłonne danie, również nie robione wiele lat przeze mnie, którego zrobienie ułatwiła mi nadziewarka do „kiełbas” – robiłam dzięki niej kaszankę.

Lipiec minął bardzo szybko, zamówień jak na wakacje było niezwykle dużo. W sierpniu stwierdziłam, że zamiast cannelloni które jest trudniejsze do zrobienia zrobię lasagne.

No i się zaczęło…

część lasagne w piecu, część jeszcze robiłam a tu zgrzyt nagle z… szokówki. Zapamiętajcie ten moment ;p

Szokówka czyli zamrażarka/lodówka szokowa to sprzęt niezbędny w cateringu! Schładza gorące potrawy bardzo szybko nie dopuszczając do ich psucia. Można wyjąc z piekarnika mega gorące i po 1,5 h mamy danie o temperaturze 2 stopni, a można je nawet zamrozić!

Ale ta zgrzytnęła i przestała działać! Szok! Co się z tą szokówką stało? Odłączanie, podłączanie itd nic nie dało, nadal nie chciała się włączyć a do schłodzenia po upieczeniu będzie prawie 60 lasagny!

I co teraz? weekend! Zaczęłam szukać specjalisty, zadzwoniłam do kilku z Piotrkowa, ale Pani.. w weekend? Zapomnij!
Po kilku błagalnych smsach udało mi się dodzwonić do naszego serwisanta błagając go żeby przyjechał. Powiedział, że nie obiecuje ale może za 5-6 h przyjedzie! A mnie potrzebna już bo część lasagne naszykowane do pieczenia i pierwsza partia zaraz się upiecze i trzeba robić kolejne!
Na szczęście jeszcze sklepy działały, to szukamy w Łodzi.

To nie jest mega popularne urządzenie, ale! Na stronie Makro była 1 sztuka! No to Mąż jedzie a ja szykuje miejsce i dzwonie pytać czy jest.
Do Makro w Łodzi mamy ok 40 minut drogi. Zadzwoniłam pytam Panią z działu o to urządzenie, a ona, że nie wie co to jest i nie mają takiego, nie widziała go nigdy. Na co ja, że jest na stronie przecież ostatnie, w promocji za 6.100 zł! 😉

Pani po symbolu doszła co to jest i poszła sprawdzić czy mają takie tajemnicze urządzenie i co?
Było! jedno jedne, które miało wrócić do producenta bo stało od miesięcy, ufff. Poprosiłam Panią, żeby karteczkę położyła – rezerwacja – bo to nigdy nie wiadomo jak się ułoży.

No ale w kuchni miejsca na taki sprzęt kolejny nie było – chociaż ta mniejsza miała być od dotychczasowej o połowę ale jednak to duży gabarytowo sprzęt.

To co zrobiłam? Lasagne do lodówki i przestawiam meble i sprzęty.
A ludzie się później dziwią skąd ja mam tyle siniaków? 😀
Musiałam przeorganizować całkowicie blaty po środku żeby wyjąć stolik. A później ten stolik wkomponować w innym miejscu, co oznaczało zdejmowania z przedniego wszystkich sprzętów – wilka (maszynki do mielenia), ogromnego robota planetarnego, bardzo ciężkiej maszyny do pakowania próżniowego (ponad 20 kg), krajalnicy itd.
Zdjąć je, przestawić, postawić stół i ustawić na nowym większym.

Pewnie pomyślicie – przecież mogłaś poczekać, aż Mąż wróci? Ale co? Miałam siedzieć i nic nie robić jak wiedziałam, że tę lasagne trzeba później szybko upiec i schłodzić? No nie umiem tak. Ja działam, od razu, nie lubię stagnacji.

I tym sposobem gdy po niecałych 2 h Maż wrócił z nową mniejszą szokówką, był tak samo w szoku, że kuchnia gotowa na nowy sprzęt 😀 W tym czasie oddzwonił serwisant i powiedział, że za godzinę przyjedzie 😀

I wiecie co? Jak przyjechał nowy sprzęt jeszcze nie działał bo jakieś dziwne ustawienia miał a okazało się, że stary nadal chodzi i chłodzi zamiast dawać ciepło. Móże się go przestraszył?
Ale.. nie było tak pięknie, szokówka stara ma do wymiany sterownik który robił zwarcie. Jednak co fachowiec, to fachowiec, naprawił ją i dalej rozpoczęła pracę a ja mogłam wrócić do robienia lasagne. Tych która tak bardzo Wam smakowała 🙂 Teraz znacie całą historię tej lasagne!

To jednak był początek miesiąca a nie koniec ;p 


W międzyczasie stwierdziłam, że 2 ogromne lodówki to za mało na tyle dań i stół roboczy wyleciał a zamiast niego stanął blat z lodówkami pod spodem 🙂 Mega fajna sprawa, można kroić i schować od razu albo szybko wyciągnąć coś z lodówki 🙂

Nie napisałam do tej pory o jednaj ważnej rzeczy 😉 Oprócz cateringu nagrywam wideo dla innych firm ale też jestem fotografem i w tym czasie realizowałam mocno mój projekt „Odkryte w sobie” – nadal realizuję. Więc pomiędzy gotowaniem nagrywałam i zrealizowałam piękne kobiece sesje „Puszczam”. „Odwaga”, „Korzenie”, „Zostawiam”, „Przyjmuję” i sesję przed ślubną. Jeśli chcecie zobaczyć to napiszcie w komentarzu – bo niestety mój drugi IG chwilowo nadal zablokowany – do tego jeszcze dojdę.
Pomijam też sprawy domowe i wyzwania zdrowotne u moich kotów w tym czasie 🙁

No właśnie. A W kuchni cały czas dużo się działo, mnóstwo słoików, zrazy, gołąbki, kotlety nie mielone itd. Nowy sprzęt do testowania i opracowania nowych receptur na coś  śniadaniowo/kolacyjnego. Ale o tym kiedy indziej 😉

Aż przyszedł poniedziałek 24 sierpnia.

Dzień zapowiadał się super, było mnóstwo paczek do spakowania, później torby i dostawa w Łodzi.
Ja zostałam w domu, poszłam do lasu zobaczyć czy są grzyby. Nie było, ale porozmawiałam z Karolem z Wydawnictwa Gaj – wydawcą moich książek i stwierdziliśmy, że po 10 latach będzie super wydać kolejną książkę. Zaczęliśmy planować, omawiać a ja od razu zabrałam się za sortownie tego co mam i wybieranie. Do momentu gdy po 18…..
zaczęły przychodzić do mnie jakieś kody z Facebooka.

Oczywiście, nie chciałam żadnych kodów, nic nigdzie nie wpisywałam, ale się zaczęło, zostawiłam materiały do książki i weszłam na FB. a tam od razu komunikat: zablokowaliśmy Twoje konto bo wykryliśmy podejrzaną aktywność.
Od razu, ścisk w żołądku, lekka panika, wchodzę na IG – nie działa, prywatny FB, nie działa, strony nie wchodzą. What the fuck????????

Zaczęłam klikać, nagle musiałam pokazywać twarz, skanować dowód itd. Wszystko się działo bardzo szybko i pyk – odzyskałam dostęp do konta, zalogowałam się, minęła minuta i na ekranie pokazały mi się komunikaty:
twój film został usunięty bo narusza standardy społeczności…..
twój film został usunięty bo narusza standardy społeczności…..
twój film został usunięty bo narusza standardy społeczności…..
twój film został usunięty bo narusza standardy społeczności…..
i tak kilka razy, aż do:
zablokowaliśmy TWOJE KONTO bo narusza standardy społeczności – treści por…no.

Szok i niedowierzanie, nie widziałam za bardzo co się wydarzyło, przecież nic nie wstawiałam, o co chodzi. Na szybko z telefonu próbuję się zalogować a to na fanpage, a to na oba konta na Ig i nic. Zablokowane!!! Ścisk w gardle, łzy, złość… co się właściwie wydarzyło???

Nagle dostałam maila, jeśli chcesz odzyskać dostęp do IG Vegan.tv podejmij działanie, na szybko klik, klik, skan dowodu i weszłam. Uff, chociaż tyle.
A reszta?? Fanpage ZWO – ponad 31 tyś obserwujących, prywatny Fb ponad 5 tyś obserwujących, znajomych, IG Ja Cię kręcę gdzie pokazywałam filmy – przepadły.
Lata pracy, lata działania, lata budowania społeczności, zaufania do cateringu i wszystko przepadło w 2 h. Jeszcze teraz jak to piszę chce mi się płakać, ale nie poddaję się.
Wierzę, że odzyskam dostępy, na razie przy pomocy osoby która się tym zajmuje, jak to nie da efektu idę do prawnika.

W żołądku skręcało mnie przez 2 dni, nie mogłam spać, myślałam co dalej. Czy to jakiś znak? Czy złośliwość? Chłopak od odzyskiwania kilka razy pytał, czy na pewno nie dostałam maila, że ktoś się dodał do mojego konta, twierdziłam, że nie. Przypomniałam sobie, że przecież mam jeszcze jedną skrzynkę na gazeta… na którą naście lat temu zakładam Fb. Weszłam tam po dobie i zdębiałam… o 16:49 w poniedziałek dostałam maila z chińskimi znaczkami, że jakiś ktoś z Hong Kongu dodał się do mojego centrum kont!!!! A ja wtedy błogo zadowolona przeglądałam materiały na przyszłą książkę – która i tak będzie wydana!
Takich maili dostałam więcej o podejrzanej aktywności, o wyłączeniu monetyzacji, konta reklamowego, zablokowanego dostępu do fanpage i Instagramów. Później o zablokowaniu konta, chwilowym odzyskaniu i na koniec o wyłączeniu konta ze względu na łamanie standardów.

Kilka dni nerwówki, stresu, pisania z osobami zajmującymi się odzyskiwaniem, martwieniem się co z osobami które piszą do mnie na FB i ja im pierwszy raz nie odpowiem?

A gotować i normalnie działać musiałam dalej, bo zmówień było tyle, że w środę na spokojnie mogłam zamknąć a nie w sobotę. Do tego w piątek podczas gotowania….

Ps. jeszcze czytasz? Napisz komentarz, że jesteś aż tutaj i co myślisz 🙂

Nagle zgrzyt w tej starej szokówce, wyłączył się prąd, ale nie całkowicie, lodówki działały, piekarnik działał ale zrobiło się ciemno.


Po chwili wrócił, ale okazało się, że indukcyjny taboret do gotowania się nie włącza – nie ma jednej fazy. Hmmm, niby ok a jednak nie.
Zadzwoniłam do pge i zgłosiłam awarię myśląc, że coś się stało u wszystkich. Zrobiła się 18, na kuchni skończyło się gotowanie i nagle podjeżdża auto z pge, do awarii. A ja szok – ale jak to przecież w transformatorze – a Pan do mnie, że nie wszystko jest ok, to u mnie.
Zajrzał do skrzynki i mówi, że wszystko działa i że jak nie mam 1 fazy to u mnie.
Nasz elektryk – urodziny córki i nocka, polecony – Pani weekend się zaczyna, kolejny to samo. A nagle – okazało się, że energię mam z baterii która się zaraz skończy a nie z elektrowni. I co dalej?

Dobra udało się dodzwonić, do najlepszego fachowca jaki kiedyś dawno temu u nas robił. Mieszka całkiem niedaleko a ja miałam jechać właśnie po 60 kg boczniaków a on był uziemiony więc zgarnęłam go po drodze. Na szczęście kuchnia działała na agregacie, w domu też jeszcze bateria działała ale co dalej jak się skończą? Ale wystarczyło! Dla mnie kuchnia to priorytet i żeby skały sr…ały to lodówki i zamrażarki muszą mieć prąd. Nawet jakbym od sąsiada miała ciagnąć – ale nie musiałam, bo mój Mąż zadbał o różne dodatkowe rzeczy wcześniej, żeby było w razie takiej W godziny.

Trochę dochodzenia co się wydarzyło i pyk – już wiadomo, przepaliła się jedna faza – pewnie zwarcie przez szokówkę bo nie do końca dobrze zrobiona instalacja.

Ale już 22 i nie ma przewodu żeby pociągnąć od jednej do drugiej skrzynki nowy na tą fazę.

W sobotę rano – kuchnia nadal na agregacie i ogromnym power banku więc bez strachu – lodówki i zamrażarki działały. Ale przede mną smażenie 90 porcji boczniaków i jak?

Na szczęście w sobotę przewód kupiony i założony i wszystko wróciło do normy – ale i tak trzeba to poprawić.

Boczniaki usmażone, wszystko działa prawidłowo 🙂 Paczki wysłane i w sumie to koniec wakacji 😀

Które miały być takie spokojne… ale nic się nie dzieje bez przyczyny, atak hakerski i chwilowa blokada dała mi dużo do myślenia. Zawsze byłam świadoma, że w mediach społecznościowych nie jestem „właścicielką konta”, nie jest do końca u siebie, ale chyba nie dopuszczałam myśli, że może mnie spotkać coś takiego.
Co mogę Wam poradzić? Zróbcie wszędzie na pocztach podwójną weryfikację bo jak nie na Fb to wkradają się na pocztę.

W te wakacje miałam dużo lekcji, dużo inwestycji (też nowa krajalnica np) ale też dużo świetnych spotkań i mnóstwo pomysłów do realizacji.
W sumie, nie napisałam jeszcze o wywiadzie jaki miałam i który będzie w papierowym wydaniu kwartalnika o biznesie – ale o tym więcej wkrótce.

A u mnie jak pomysł to i od razu działanie – dlatego nie bójcie się, działam nadal jeszcze bardziej naładowana pozytywną energią 🙂

Wakacje były pełen pysznego jedzenia, mnóstwa Waszych zamówień i różnych nie przewidzianych wydarzeń.

Zostańcie w kontakcie i napiszcie czy też mieliście takie zwariowane wakacje?

Zapraszam Was też na kanał na Instagramie oraz na nowy kanał społecznościowy na Telegramie.

Ps. Jeśli szukacie wegańskiego fotografa – jestem!

Ściskam,
Edyta Stępczyńska

print
Edyta Stępczyńska
Edyta Stępczyńska

Szefowa kuchni, weganka, blogerka. Autorka "Wegańskiej Kuchni Polskiej".

Artykuły: 691

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *